Nie minęły nawet dwa tygodnie od mojego przyjazdu do kraju, a juz tęsknię za Holandią. Intensywnie uczę się języka, pożeram wręcz wszelkie informacje, mogące mi pomóc w aklimatyzacji na stałe. I wysyłam, wysyłam aplikacje... Wertuję oferty pracy, przeglądam portale i szukam czegoś dla mnie. Czegoś bez HBO, lub jeszcze gorzej WO. Trzeba było się uczyć, kiedy była taka możliwość, a nie na siłę pchać się w dorosłość. Tego nie odżałuję chyba nigdy. Jestem lekko poddenerwowana stanem rzeczy. Ale postanowiłam wziąć się za siebie bardzo porządnie i oficjalnie. Dość rezygnowania za wczasu. Muszę osiągnąć swój cel. I pewnie będzie mnie to kosztowało wiele wyrzeczeń, sporo czasu i paru wyrwanych z głowy włosów, ale to na poczet dobrej, stabilnej przyszłości.
Młodość jest taka bzdurna... To, co po niej pozostaje, to parę miłych wspomnień i kupa błędów, za które płacisz do końca żywota. Niektórym los nie daje drugich szans. Niektórzy muszą czołgać się w pocie czoła, by coś osiągnąć, cokolwiek. Niektórzy są skazani na samotne stawianie czoła temu wielkiemu światu. I tylko garstka z nich sama sobie na to zapracowała. I teraz musi z tym żyć.
Jest ciężko, nie będę sama siebie oszukiwać. Dopadła mnie odpowiedzialność. Skończyło się więc odkładanie kłujących spraw na później i wymówki typu 'jakoś to będzie'. Dalej już się nie prześlizgnę przez życie. Zjechałam ze wszystkich możliwych zjeżdżalni i czas dreptać mozolnie na piechotę.
Mimo wszystko, pragnę sie rozwijać, zdobywać, osiągać cele i spełniać marzenia. Zamiast stać w miejscu, chcę przeć naprzód. Zaciskam zęby i biegnę pod wiatr. Zapieram się z całych sił i nie popuszczę, nie tym razem.
Tagi: świat gigantów
skomentuj (0)
Miałam tyle marzeń. Dużych, małych, realnych i zupełnie niemożliwych do spełnienia. Marzę dalej, choć dziś już wiem, że zazwyczaj tylko na tym się kończy. Spełnienie jest tak odległe, tak ledwo osiągalne. I gdy gonię za nim, podążam i myślę, że jestem tak blisko celu, to znów oddala się, znika gdzieś w jednostajnych barwach codzienności. Więc dziś pozwalam sobie marzyć po cichutku. Nie idę już w stronę, którą karzą mi iść marzenia. Nie czekam spełnienia. Nie łudzę się nadzeją, tak piękną, jak płonną.
Mam sobie wiele do zarzucenia. Może nawet zbyt wiele, by funkcjonować normalnie. Nigdy jednak nie mówię na głos. Stałam się cicha. Stałam się sobie nawet obca. Zgubiłam gdzieś słowa. Miast łez, w gardle uparcie tkwi goryczy twór. Potrzebuję mówić bez końca o wszystkim, co zakotwiczyło we mnie strach i potrzebuję zostać wysłuchana. Krytyka spada na mnie, jak głazy, zamyka mnie w duszącym kącie. Boję się prawdy. Boję się, że ktoś wie, że to moja wina.
Może... Może zniknę i tafla wody wygładzi się z powrotem...
Tagi: o niczym
skomentuj (0)
Zapomniałam już, jak mroźne potrafią być zimy w Polsce. A tegoroczna, która chyba postanowiła sobie odbić kilka ostatnich, globalnie cieplejszych lat, przeszyła mnie do szpiku kości. W Holandii zimy prawie nie ma. Czasem temperatury są i ujemne, a w tym roku nawet śniegu trochę było, ale klimat bynajmniej wydaje się być bardziej łagodny. 'Wydaje się być', bo żadna ze mnie Gardias-Skóra (ech, 10 min szukałam jej nazwiska w Google. I co ciekawe dopiero zmiksowana z Tańcem z Gwiazdami udała się znaleźć...), o Krecie nie wspominając.
Prawie dokładnie 2 lata temu po raz pierwszy powitała mnie kraina wiatraków. I dokładnie wtedy się w niej bez pamięci zakochałam. Zachwycałam się obrazkami, migającymi za oknem: domami z malutkich cegieł i ogródkami wokół nich, spokojem i dobrobytem, który wprost unosił się dokoła. Wtedy, patrząc na ten mały, dziwnie nierealny światek, uśmiechnęłam się i obiecałam sobie 'kiedyś tu właśnie odnajdę swoje miejsce, tu zbuduję swój dom'. Minęły prawie 2 lata. Domek, mój piękny holenderski domek z małej czerwonej cegły w stanie zamkniętym stanął... w moich marzeniach. Stoi tam niewzruszony przez wichury i śnieżyce. Stoi niezniszczalny. Czeka, aż wybuduję go w prawdziwym świecie. Kiedyś to zrobię, przecież sobie obiecałam. Tylko, że teraz jest 'teraz', nie 'kiedyś'. I domek musi poczekać.
Obecnie żegnam się z Polską, moim krajem ojczystym. Krajem, który także kocham i za którym tęsknić będę niezmiernie. Krajem, nad którym tak ubolewam. Krajem, gdzie żegnających się przybywa każdego dnia. Zostało mi tu jeszcze parę spraw, które trzeba dokończyć, zamknąć definitywnie, by nie ciągnęły się potem za mną niepotrzebnie. Póki co, odpoczywam jeszcze chwilę. Póki mogę i jest czas.
A zima maluje okna i ozdabia drzewa białą koronką. Sikorki skubią słoninę, wiszącą na starej czereśni. Pies chrapie, moszcząc się na moich stopach. Mam gorące kakao w kubku i jeszcze ciepłą drożdżówkę na talerzu. Za ścianą znów kłócą się sąsiedzi. Taki zwykły dzień, a jednak tak przyjemny. Takie dni mogłyby trwać choć parę chwil dłużej.
Tagi: przyszłość, życie, tu i teraz
skomentuj (0)